Ani święte, ani odwieczne albo skłot pod świętym Ambrożym

„Nie jest to zgodne nawet z prawem natury. Natura bowiem wszystkie płody wydaje dla wszystkich do wspólnego użytku. (…) Z natury więc wywodzi się prawo wspólnej dla wszystkich własności. Prawo własności prywatnej jest wynikiem ludzkich uroszczeń”

Przemówienie księdza Okonia

Żołnierze, robotnicy i ty biedoto chłopska! Zaświtał wreszcie dla was wszystkich dzień wyzwolenia, swobody, porachunku za tyle krzywd doznanych, za tyle poniewierania twej godności.

Chciwość nie jest dobra

Bohater filmu „Wall Street” Oliviera Stone’a z 1987 r. przekonywał, że chciwość jest dobra (greed is good). Ta porada ochoczo została przyjęta w społeczeństwach Zachodu w ostatnich dwóch dziesięcioleciach

A gdyby papież zdradził

Rządy junty wojskowej (1976-1983) w Argentynie pozostają czarną kartą w dziejach tamtejszego Kościoła, ale również Kościoła powszechnego.

Po papieskiej wizycie w Brazylii. Papież na peryferiach

Od początku pontyfikatu Franciszek nawołuje do wyjścia na peryferia ludzkiej egzystencji, do osób wykluczonych ze społeczeństwa, postawionych na jego marginesie. W tym upatruje misję Kościoła, który prowadzi..

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Franciszek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Franciszek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 września 2013

Apel Franciszka o modlitwę za pokój 7 września

1 września 2013

W dniu dzisiejszym, drodzy bracia i siostry, chciałbym wyrazić krzyk, wznoszący się z rosnącym niepokojem z każdego zakątka ziemi, z każdego narodu, z serca każdego człowieka, z jednej wielkiej rodziny, jaką jest ludzkość: jest to wołanie o pokój! To jest wołanie z mocą: chcemy świata pokojowego, chcemy być ludźmi pokoju, chcemy, aby w tym naszym społeczeństwie, dręczonym podziałami i konfliktami, zapanował pokój; nigdy więcej wojny! Nigdy więcej wojny! Pokój jest zbyt cennym darem – trzeba go szerzyć i chronić.
Szczególnym cierpieniem i niepokojem przejmują mnie jakże liczne sytuacje konfliktów, występujących na naszej ziemi, a w tych dniach moje serce jest do głębi zranione przez to, co dzieje się w Syrii, i zatrwożone z powodu dramatycznego rozwoju wydarzeń, jaki się zapowiada.
Zwracam się ze zdecydowanym apelem o pokój, apelem, który płynie z głębi mojego serca! Jakże wiele cierpienia, jakże wiele zniszczeń, jakże wiele bólu spowodowało i powoduje używanie broni w tym umęczonym kraju, zwłaszcza wśród bezbronnej ludności cywilnej! Pomyślmy: ile wiele dzieci nie będzie mogło zobaczyć światła przyszłości! Ze szczególną stanowczością potępiam użycie broni chemicznej! Powiem wam, że w myślach i w sercu mam jeszcze wyryte obrazy z minionych dni! Jest sąd Boży, a także osąd historii co do naszych czynów, przed którym nie można uciec! Używanie przemocy nigdy nie przynosi pokoju. Wojna przyzywa wojnę, przemoc przyzywa przemoc!
Z całych sił proszę strony zaangażowane w konflikt, aby posłuchały głosu własnego sumienia, aby nie zamykały się we własnych interesach, ale by patrzyły na drugiego człowieka jak na brata i odważnie oraz zdecydowanie obrały drogę spotkania i negocjacji, przezwyciężając ślepy konflikt. Z taką samą mocą wzywam również wspólnotę międzynarodową do podejmowania wszelkich wysiłków, aby bez dalszej zwłoki promować wyraźne inicjatywy na rzecz pokoju w tym kraju, oparte na dialogu i na negocjacjach, dla dobra całej ludności syryjskiej.
Niech nie będą szczędzone żadne wysiłki, aby zagwarantować pomoc humanitarną osobom dotkniętym tym straszliwym konfliktem, w szczególności przesiedleńcom w tym kraju i licznym uchodźcom w krajach sąsiednich. Działaczom humanitarnym, starającym się ulżyć w cierpieniach ludności, niech będzie zapewniona możliwość niesienia niezbędnej pomocy.
Co my możemy zrobić na rzecz pokoju na świecie? Jak mówił papież Jan, na wszystkich spoczywa obowiązek układania relacji współżycia w sprawiedliwości i w miłości (por. Enc. Pacem in terris, [11 kwietnia 1963]: AAS 55 [1963], 301-302).
Niech łańcuch działań na rzecz pokoju połączy wszystkich ludzi dobrej woli! Jest to mocne i naglące wezwanie, które kieruję do całego Kościoła katolickiego, a które rozszerzam na wszystkich chrześcijan innych wyznań, mężczyzn i kobiety wszystkich religii, a także do tych braci i sióstr, którzy nie wierzą: pokój jest dobrem przekraczającym wszelkie bariery, ponieważ jest dobrem całej ludzkości.
Powtarzam głośno: to nie kultura starcia, nie kultura konfliktu buduje współżycie w narodach i między narodami, ale ta: kultura spotkania, kultura dialogu; ta jest jedyną drogą do pokoju.
Niech wołanie o pokój wzniesie się głośno, aby dotarło do serc wszystkich ludzi i aby wszyscy złożyli broń i pozwolili, by kierowało nimi pragnienie pokoju.
Dlatego, bracia i siostry, postanowiłem ogłosić w całym Kościele 7 września, wigilię święta Narodzenia Maryi, Królowej Pokoju, dniem postu i modlitwy w intencji pokoju w Syrii, na Bliskim Wschodzie i na całym świecie, i także zapraszam, aby przyłączyli się do tej inicjatywy, w sposób, jaki uznają za najbardziej odpowiedni, bracia chrześcijanie niekatolicy, osoby wyznające inne religie oraz ludzie dobrej woli.
7 września zgromadzimy się tu, na placu św. Piotra, w godzinach od 19 do 24 na modlitwie, w duchu pokuty, aby błagać Boga o ten wielki dar dla umiłowanego narodu syryjskiego oraz w intencji przezwyciężenia wszystkich sytuacji konfliktowych i przemocy na świecie. Ludzkość potrzebuje widzieć gesty pokoju oraz słyszeć słowa nadziei i pokojowe! Proszę wszystkie Kościoły partykularne, aby przeżywając ten dzień postu, zorganizowały także jakieś nabożeństwo liturgiczne w tej intencji.
Prośmy Maryję, aby pomagała nam odpowiadać na przemoc, na konflikt i na wojnę siłą dialogu, pojednania i miłości. Ona jest Matką: niech Ona pomoże nam  znaleźć pokój; wszyscy jesteśmy Jej dziećmi! Pomóż nam Maryjo, przezwyciężyć tę trudną chwilę i zaangażować się w budowanie każdego dnia i w każdym środowisku autentycznej kultury spotkania i pokoju. Maryjo, Matko Pokoju, módl się za nami!

 http://www.vatican.va/holy_father/francesco/angelus/2013/documents/papa-francesco_angelus_20130901_pl.html

niedziela, 4 sierpnia 2013

A gdyby papież zdradził?


Tekst stanowi polemikę z tekstem Jerzego Szygiela „Papież Franciszek: ostateczny dowód?”
Rządy junty wojskowej (1976-1983) w Argentynie pozostają czarną kartą w dziejach tamtejszego Kościoła, ale również Kościoła powszechnego. W przeciwieństwie do postawy chilijskiego duchowieństwa i episkopatu w okresie rządów Pinocheta pomagającego opozycji i dokumentującego naruszenia praw człowieka, większa część hierarchii kościelnej w Argentynie obrała drogę współpracy z władzami wojskowymi, przeprowadzającymi – jak to określono – proces reorganizacji narodowej.
Ernesto Sábato, argentyński pisarz i działacz na rzecz praw człowieka, pisał w 1984 r.: „W imię bezpieczeństwa narodowego, tysiące tysięcy istnień ludzkich, zwykle młodych albo nawet nastoletnich, popadło w budzącą grozę, mroczną kategorię desaparecidos [zaginionych – przyp. M.K.], słowa (co jest smutnym przywilejem Argentyny), które w światowej prasie pozostawiano bez tłumaczenia”.
Kościół hierarchiczny stał w tym czasie u boku prawicowych generałów, zamykając oczy lub czynnie współuczestnicząc w denuncjowaniu porywanych działaczy partii lewicowych i związków zawodowych. Był Kościołem błogosławiącym zbrodnię z powodów ideologicznych, a nie religijnych. Wbrew Ewangelii nie stał po stronie krzywdzonych i więźniów.
Przedstawione przez Horacio Verbitsky’ego dowody na czynną współpracę ówczesnego prowincjała jezuitów, ojca Jorge Bergoglio z reżimem nie powinny szokować. Po pierwsze, podobnie jak w polskiej lustracji, ciężko dziś o ustalenie faktów: które notatki powstały naprawdę, które zostały sfabrykowane, by stać się narzędziem szantażu czy to ze strony esbecji (w Polsce) czy funkcjonariuszy junty (w Argentynie). Po drugie, tu też jest podobieństwo, przeszłość jest wykorzystywana do gry politycznej. Kwity i publikacje pojawiają się nagle, gdy osoba staje się niewygodna (jak był chociażby jeden z sędziów Trybunału Konstytucyjnego dla rządu PiS albo kard. Bergoglio dla Cristiny Fernandez Kirchner). Po trzecie, bez względu na wiarygodność wyciąganych dokumentów, wina ojca Bergoglio nie ulega wątpliwości, tak jak nie ulega wątpliwości wina każdego duchownego, który władzy krzywdzącej ludzi, nie powiedział wyraźnego „nie!”
Mam głębokie wrażenie, że Franciszek nosi tę właśnie winę w sobie, stąd tak wiele w jego nauczaniu mowy o obojętności, odrzuceniu, wykluczeniu. Jestem przekonany, że to tamta przemodlona wina uczyniła go papieżem bliskim ludzkich spraw, odrzucającym blichtr i światowość, świadomie wybierającym prostotę i ubóstwo. Gest umycia nóg więźniom, gest uniżenia jest powtórzeniem tamtego gestu, którego wtedy bał się lub nie chciał wykonać. Powiem więcej, wielkość papieża i jego świadectwo jest mocniejsze z tego powodu, że on sam doświadczył dramatu zdrady, winy i nocy. Nie przeszkadza mi, że to nie jest papież-heros, z żywotów świętych, który jako niemowlę pościł w piątki, cieszę się, że to jest papież-człowiek, ludzki papież.
Czy nie znajdujemy tego w niechęci Franciszka do osądzania innych? Wypowiadając się o ks. Ricca, w trakcie rozmowy z dziennikarzami w drodze powrotnej z Rio, papież mówił: „Jeśli osoba świecka, ksiądz lub siostra zakonna zgrzeszy a potem się nawróci, Bóg wybacza, a gdy Bóg wybacza to zapomina i to jest ważne dla naszego życia. Kiedy spowiadamy się, mówiąc „Zgrzeszyłem tym i tym”, Bóg zapomina o tym a my nie mamy prawa, by nie zapomnieć, bo ryzykujemy wtedy, że Bóg nie zapomni o naszych grzechach. To jest niebezpieczne”.
W polskich sporach o lustrację, o zdradę bardzo często używano argumentu: „na jego/ jej miejscu”. Patrzymy na ówczesną sytuację, przykładając nasze dzisiejsze miary. Uważamy, że heroiczność jest czymś banalnie prostym. Już w przypadku spraw arcybiskupa Wielgusa i księdza Czajkowskiego, pojawiło się przed nami pytanie: czy chrześcijanin może osądzać czyjąś przeszłość? Czy może przekreślać tą przeszłością czyjąś teraźniejszość?
Papież jest następcą Piotra, tego samego, który nie poszedł pod krzyż, ale trzykrotnie wyrzekł się torturowanego i uwięzionego Chrystusa. To Piotr jest skałą, na której buduje się Kościół, Piotr, którego dowód winy odczytujemy rok w rok w Wielki Piątek. W tym samym wywiadzie Franciszek, mówiąc o teologii grzechu, dopowiada „Tak często myślę o świętym Piotrze”.
Ks. Józef Tischner w swoich rekolekcjach jeszcze głębiej sięga do chrześcijańskiego dramatu winy. Pisze on następująco:
„Jezus jest jeszcze dzieckiem, ale już teraz, już za kilka dni będą się wokół niego rozgrywać rzeczy straszne. Herod wydaje rozkaz wymordowania rówieśników Jezusa. Jezus nie zabija nikogo, to Herod zabija, niemniej… Możemy sobie łatwo wyobrazić zrozpaczoną matkę, która po stracie dziecka oskarża nie tylko Heroda, lecz także… Jezusa: „Po co się urodziłeś? Dlaczego prowokowałeś zbrodniarza?” Nie pytajmy o uprawnienia takich oskarżeń. Prawa rozpaczy są inne niż prawa rozsądku. Nie pytajmy także o to, czy takie oskarżenia padły naprawdę. Wystarczy, że były możliwe. Raczej spróbujmy wmyśleć się w świadomość już dorosłego Jezusa, któremu opowiedziano to wydarzenie. Nie wiemy, jakie etapy przechodziło w duszy Jezusa Jego ludzkie poczucie winy. Wiemy jednak, że nie było Mu ono całkiem obce. Nad Jordanem powiedziano Mu: jesteś Barankiem Bożym, jesteś żywym nosicielem ludzkich win. Będzie się o Nim powtarzać: „Winy całego świata nosił.” Z drugiej jednak strony sam mówi: „Kto z was dowiedzie mi grzechu?” Jezus ukazuje się nam jako święty i obwiniony zarazem. Z sytuacji granicznej, w której trzeba człowiekowi przyjąć winę lub winę odrzucić, Jezus wyjdzie z poczuciem najgłębszej świętości i najgłębszego obwinienia” (Miłość nas rozumie, Kraków 2000, ss. 31-32).
Chrześcijanin nie jest upoważniony do lustrowania. Potępia grzech, miłuje grzesznika. Nie sięga, choć nawet bardzo by chciał, do wnętrza ludzkiego serca, do uczuć innych, do ich poczucia winy. Chrześcijaństwo jest religią przebaczenia grzechów, nie resentymentu, tak jak chcieliby polscy poszukiwacze tajnych współpracowników służby bezpieczeństwa albo lustratorzy przeszłości papieża Franciszka.
Marcin Komosa

Po papieskiej wizycie w Brazylii. Papież na peryferiach


Od początku pontyfikatu Franciszek nawołuje do wyjścia na peryferia ludzkiej egzystencji, do osób wykluczonych ze społeczeństwa, postawionych na jego marginesie. W tym upatruje misję Kościoła, który prowadzi. Znacząca była wielkoczwartkowa liturgia odprawiona w rzymskim więzieniu dla młodocianych oraz pierwsza papieska wizyta na wyspie imigrantów – Lampedusie. Papież świadomie staje się „znakiem sprzeciwu” i rzeczywiście budzi sprzeciw. Oburzenie po Wielkim Czwartku można było wyczytać z części polskich stron internetowych. Z jednej strony zarzucano Franciszkowi odstąpienie od zasad liturgii (zgodnie z przepisami liturgicznymi obmywanie nóg dotyczy wyłącznie mężczyzn, a już z całą pewnością tylko katolików!), z drugiej – w środowiskach antyklerykalnych – puste gesty, zapominając, że Kościół żyje gestami i symbolami. Wizyta na Lampedusie wzbudziła jeszcze większe kontrowersje. Papież w imię chrześcijańskiej miłości i solidarności zakwestionował antyimigracyjną politykę państw europejskich, co spotkało się z negatywną reakcją części włoskiej prasy i polityków. Oburzenie wyrazili również katoliccy tradycjonaliści.
Wizyta Franciszka w Brazylii zbiegła się z falą niezadowolenia społecznego, stąd oczekiwano na to, co powie papież. Mimo zachodzących w Brazylii zmian społecznych, reform realizowanych przez rządy Luiza Luli de Silvy i jego następczyni Dilmy Rouseff, wreszcie awansu brazylijskiej gospodarki do grona czterech wschodzących mocarstw ekonomicznych (tzw. BRIC), problemy ubóstwa, wykluczenia społecznego, przemocy i korupcji wciąż pozostają nierozwiązane. Oprócz głębokich podziałów społecznych, palącą kwestią pozostaje traktowanie ludności rdzennej w Amazonii, której obszary są niszczone – za przyzwoleniem państwa – przez wielkich przedsiębiorców.
Papież ruszył na peryferie. Spotykał się z osobami uzależnionymi od narkotyków w szpitalu św. Franciszka, obejmował więźniów, nakładał indiański pióropusz i rozmawiał z mieszkańcami faweli. To wszystko nie umknęło uwagi mediów. Niemniej ważne, obok tych gestów, są słowa kierowane do ludzi wykluczonych, kierowane do rządzących państwem i Kościołem, wreszcie kierowane do świeckich chrześcijan. Wezwanie, by tak jak on wyruszyć na peryferia.
Odnosząc się do protestów społecznych w Rio de Janeiro i innych brazylijskich miastach, papież doceniał zaangażowanie młodzieży w sprzeciw wobec niesprawiedliwości: „Widzę, że bardzo wielu młodych w wielu częściach świata wyszło na ulice, żeby wyrazić pragnienie cywilizacji bardziej sprawiedliwej i braterskiej. Młodzi na ulicach. Są to młodzi, którzy chcą być twórcami przemian! Wy jesteście tymi, którzy mają przyszłość! Wy... Przez was przyszłość wkracza w świat. Proszę was, abyście byli twórcami tych przemian. Nie przestawajcie pokonywać apatii, ofiarując chrześcijańską odpowiedź na niepokoje społeczne i polityczne, jakie pojawiają się w różnych częściach świata. Proszę was, abyście byli budowniczymi świata, byście podjęli trud na rzecz lepszego świata. Droga młodzieży, proszę was: nie patrzcie na życie „z balkonu”, zaangażujcie się w nie – Jezus nie stał na balkonie, zanurzył się w życiu – nie patrzcie na życie „z balkonu”, zanurzcie się w nim jak Jezus.” Jakie możliwości przemian widzi Franciszek?
Solidarność
Rzeczywistość społeczna, którą opisuje papież, to rzeczywistość wykluczania pojedynczych osób i całych grup społecznych. Niesprawiedliwa polityka i gospodarka prowadzą do dzielenia społeczeństw na kategorie pod względem ich użyteczności dla działania systemu. Ten sam system wyrzuca „osoby nieprzydatne”, czy to będą imigranci, osoby uzależnione czy osoby w podeszłym wieku. „Kultura odrzucania” wydaje się dzisiaj nieodłącznie związana z konsumpcyjnym społeczeństwem („kulturą sukcesu”):
„Nie ma miejsca ani dla starca, ani dla niechcianego dziecka. Nie ma czasu, aby zatrzymać się z ubogim w drodze.  Czasami wydaje się, że dla niektórych relacje międzyludzkie są regulowane przez dwa nowoczesne „dogmaty”: skuteczność i pragmatyzm”.
Papież nawołuje, by nie dopuścić, aby „kultura odrzucenia” zagościła w sercach, gdyż sprzeciwia się ona podstawowej zasadzie chrześcijaństwa, temu, że jesteśmy braćmi i siostrami:
„Zachęcam do kontynuowania wysiłków czynionych przez społeczeństwo brazylijskie na rzecz integracji wszystkich swoich członków, w tym także tych, którzy cierpią najbardziej, którzy są w potrzebie poprzez walkę z głodem i wykluczeniem. Żaden pokój nie zostanie osiągnięty, żadna harmonia i szczęście, w społeczeństwie, które ignoruje, odpycha na margines lub wyklucza część siebie. (…) Nikt nie jest niepotrzebny!”
W czasie wizyty w Brazylii Franciszek wskazuje na solidarność jako kluczowy element kondycji ludzkiej. Tak jak w 1980 r. ks. Józef Tischner wskazywał, iż solidarność oznacza wzajemne dźwiganie brzemion, tak trzydzieści trzy lata później Franciszek dopowiada – solidarność to „wzięcie w objęcia potrzebujących”. W czasie mszy z udziałem duchowieństwa, papież mówił:
„Spotkanie i otwarcie na wszystkich, solidarność – słowo zapomniane w tej kulturze, jakby było brzydkim słowem - solidarność i braterstwo to elementy, które czynią naszą cywilizację prawdziwie ludzką.”
Dialog
Po raz kolejny w czasie swojego pontyfikatu papież wskazuje na konieczność zmiany podejścia do ekonomii i polityki. Coś złego stało się przez ostatnie lata z demokracją, czego wyrazem są postępujące na całym świecie niepokoje społeczne. Grupy rządzące, grupy posiadające kapitał oderwały się od problemów ludzkich. Władza nie przedstawia realnych rozwiązań kwestii społecznych i dba wyłącznie o swój wizerunek medialny. Zarówno polityka, jak i gospodarka przestały opierać się na wartościach, przyjmując utylitarne cele: zdobycie i utrzymanie za wszelką cenę władzy, pomnożenie kapitału. Kryzys obnażył mechanizmy chciwości odarte z wszelkich skrupułów (weźmy pod uwagę np. spekulacje dokonywane na światowym rynku żywności). Franciszek napomina na spotkaniu z elitami rządowymi Brazylii.
„Odpowiedzialność społeczna wymaga pewnego typu paradygmatu kulturowego, a w konsekwencji polityki. Jesteśmy odpowiedzialni za kształtowanie nowych pokoleń, za wspieranie ich, by potrafiły zajmować się dobrze gospodarką i polityką, a także zdecydowanie bronić wartości etycznych. Przyszłość wymaga dzisiaj dzieła rehabilitacji polityki – rehabilitacji polityki, która jest jedną z najwyższych form miłości. Przyszłość wymaga również humanistycznej wizji gospodarki oraz takiej polityki, w której  coraz pełniej i lepiej realizowałoby się uczestnictwo ludzi, unikającej elitaryzmów i eliminującej ubóstwo. Niech nikt nie będzie pozbawiony tego, co konieczne, i niech każdemu będzie zapewniona godność, braterstwo i solidarność – taka jest proponowana droga. (…) Także i dziś słychać krzyk ludzi domagających się sprawiedliwości”.
Słowa papieża mogą budzić zdziwienie. Powtarza on to, co znajduje się na transparentach protestujących w wielu krajach świata. Staje po stronie tych, którzy są pałowani i oblewani z armatek wodnych.
„Między egoistyczną obojętnością a protestem odwołującym się do przemocy istnieje opcja, która jest zawsze możliwa – dialog. Dialog między pokoleniami, dialog z ludem, bo wszyscy jesteśmy ludem, umiejętność dawania i przyjmowania, pozostając otwartym na prawdę. Dany kraj się rozwija, kiedy jego różne bogactwa kulturowe podejmują konstruktywny dialog: kultura ludowa, kultura uniwersytecka, młodzieżowa, artystyczna i technologiczna, kultura gospodarcza i rodzinna oraz kultura mediów, gdy wchodzą w dialog. Nie można sobie wyobrazić przyszłości społeczeństwa bez wielkiego wkładu sił moralnych w demokrację, tak aby nigdy nie była ona zamknięta w czystej logice albo marnej równowadze reprezentowania tych, którzy mają ustalone interesy”.
Powrót do dialogu oznacza powrót do demokracji, w której uczestniczą wszyscy, nie tylko ci, którzy posiadają pieniądze, media i talenty godne Machiavellego.
Sprawiedliwe społeczeństwo
Solidarność, braterstwo i dialog: bez tych elementów nie da się – zdaniem papieża – budować uczciwego i sprawiedliwego społeczeństwa. Jednocześnie budowanie tego społeczeństwa jest misją chrześcijan. W swoich wypowiedziach papież wyraźnie podkreślił posłannictwo (misję) członków Kościoła, aby iść na peryferia.
W trakcie spotkania w fawelach Franciszek przywołał brazylijskie przysłowie, aby uzmysłowić istotę chrześcijańskiej solidarności, która jest obecna pomiędzy ubogimi a została zapomniana wśród osób, którym powodzi się lepiej.
„Dobrze wiem, że gdy ktoś głodny zapuka do waszych drzwi, zawsze znajdziecie jedzenie, żeby się podzielić. Jak mówi przysłowie, „zawsze można dolać wody do zupy”. Czy da się dolać wody do zupy? Czy zawsze? A wy czynicie to z miłością pokazując, że prawdziwe bogactwo tkwi nie w rzeczach materialnych, ale w sercu”.
To dolewanie wody do zupy – proponuje Franciszek – może być nie tylko realizowane w małych społecznościach, ale również na poziomie całego społeczeństwa. Sprawiedliwa redystrybucja dóbr, dotarcie do potrzebujących jest tym, czego dzisiaj brakuje zarówno w Brazylii, jak i w całym świecie.
„Apeluję do posiadających wielkie zasoby, do władz publicznych i wszystkich ludzi dobrej woli, działających na rzecz sprawiedliwości społecznej. Nie ustawajcie w wysiłkach na rzecz bardziej sprawiedliwego świata, naznaczonego większą solidarnością. Nikt nie może pozostać niewrażliwy wobec utrwalonych w świecie nierówności. Każdy, na ile może i na ile jest zobowiązany, powinien osobiście przyczyniać się do pokonania społecznej niesprawiedliwości. W przeciwieństwie do kultury solidarności, kultura egoizmu i indywidualizmu, która często dominuje w dzisiejszym społeczeństwie nie jest, powtarzam, nie jest tym, co je buduje i czyni świat bardziej zdatnym do życia. Kultura solidarności oznacza spoglądanie na innych nie jako na rywali lub statystyki, ale jako na braci i siostry”.
Dolewanie wody do zupy to także zachęta do własnego zaangażowania się w budowę solidarności. To także pytanie do nas, czytelników tego portalu w kraju nad Wisłą.
Marcin Komosa

Po papieskiej wizycie w Brazylii. Papież do biskupów


Komentarze pojawiające się w polskich mediach zarówno laickich, jak i katolickich wyraźnie nie radzą sobie z „rozgryzieniem” papieskiego przesłania z podróży do Rio de Janeiro. Najciekawszą analizę, niestety tylko skrótową, przedstawił Jarosław Makowski, stwierdzając, że pontyfikat Franciszka nie jest ani konserwatywny ani liberalny, tylko „rewolucyjny”. Współgra to z wypowiedzią na Twitterze Leonarda Boffa, który podkreślał, że „nie można zapomnieć, że to jest papież z Ameryki Łacińskiej, wierny latynoskiej teologii, co słychać pośrednio w jego przemówieniach”.
Polskie komentarze wiele miejsca poświęciły stosunkowi biskupa Rzymu do homoseksualizmu czy też kwestii posługi sakramentalnej dla osób rozwiedzionych. Wszystko przyćmiła oczywiście zapowiedź Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w 2016 r. Tematy społeczne i eklezjalne (dotyczące działania Kościoła) znalazły się na marginesie relacji z Rio, do czego przykłada się zresztą watykański Sekretariat Stanu nie publikując do dzisiaj polskich tłumaczeń dwóch ważnych mów: skierowanej do brazylijskich biskupów oraz do przedstawicieli CELAM (konferencji episkopatu Ameryki Łacińskiej i Karaibów.)
1.
W przemówieniu do biskupów Brazylii papież zwraca szczególną uwagę na miejsce Kościoła w społeczności, tej na poziomie lokalnym oraz w społeczeństwie jako całości. Bardzo często w Polsce mówi się o potrzebach Kościoła, o problemach, jakie napotyka, o niesprzyjających mediach. Papież proponuje inną perspektywę. Przedstawia uczniów idących do Emaus, uciekających z Jerozolimy jako metafory tych, którzy Kościołem się zawiedli, od Kościoła odeszli, o nim zapomnieli. Dlaczego?
„Może Kościół wydał im się za słaby? Może za daleki od ich potrzeb, zbyt biedny, by nimi się zająć, zbyt zimny, zbyt zajęty swoimi sprawami, uwięziony w swoich sztywnych formułach? A może wydaje się, że w dzisiejszym świecie jest jakimś reliktem przeszłości, nieprzygotowanym na nowe wyzwania? Może potrafi mówić do dzieci, ale nie umie do dorosłych?”
Papież wzywa do zastanowienia się nad powyższymi pytaniami, do zrozumienia jaka jest misja Kościoła wobec uciekających do innych wyznań lub tracących wiarę uczniów.
„Potrzebujemy Kościoła niebojącego się iść w noc, Kościoła gotowego spotkać się z nimi w drodze, i gotowego rozmawiać. Potrzebujemy Kościoła otwartego na dialog z tymi z uczniów, którzy – opuściwszy Jerozolimę – błąkają się bez celu, sami, rozczarowani chrześcijaństwem.”
Tekst jest rewolucyjny, szczególnie gdy czyta się go w polskiej rzeczywistości. Kościół oblężonej twierdzy, zamknięty na dialog z innymi – to szczególne schorzenie, parę tygodni temu obserwowane na przykładzie sprawy ks. Lemańskiego. Kościół żądający, wskazujący i piętnujący jest bardzo daleki od papieskiej wizji Kościoła XXI wieku.
Franciszek opisuje wyzwania dla brazylijskiego episkopatu, na pierwszym miejscu stawiając troskę o lepszą formację biskupów i księży, o ich gotowość do wychodzenia poza utarte schematy. Jednocześnie papież wskazuje, że wzrastać powinna kolegialność i solidarność episkopatu a ograniczać jego centralna biurokracja. Dodatkowo zmieniać się w Kościele powinna rola kobiet (choć jak papież przyznał, w trakcie konferencji prasowej na pokładzie samolotu, nie oznacza to dopuszczenia kobiet do kapłaństwa). Jako główne problemy, których dotykać ma Kościół podkreślone zostały: edukacja, ochrona zdrowia i harmonia (spójność) społeczna.
2.
Jeszcze ważniejszą wypowiedzią papieską jest posłanie do biskupów CELAM. Komentując je Boff zwraca uwagę, że jest to „najbardziej poważne przesłanie” Franciszka, uznającego, że „Kościół nie nadąża z reformowaniem swoich struktur”. Odnosząc się do końcowego dokumentu CELAM z Aparecidy z 2007 r., papież stawia latynoamerykańskim hierarchom swoiste „pytania sprawdzające”. Należą do nich np. „Czy nasza praca i praca naszych księży jest duszpasterstwem czy administracją? Kto z niej korzysta: Kościół jako organizacja czy lud boży? Czy walczymy z pokusą reagowania na poważne problemy, tylko wtedy gdy już się pojawią? Czy nasza postawa jest proaktywna? Czy rady diecezjalne i parafialne, duszpasterskie bądź ekonomiczne, dają świeckim rzeczywistą możliwość udziału w konsultacji, organizowaniu i planowaniu duszpasterstwa? Czy wspieramy i towarzyszymy wiernym, wyrzekając się pokusy manipulowania nimi lub traktowania ich jak dzieci?”
Franciszek wskazuje na współczesne zagrożenia dla misji Kościoła. Ich katalog, dostrzeżony przez światowe media, nie dla wszystkich wydaje się oczywisty. Obok ideologizacji Ewangelii, czyli jej interpretowania bez uwzględniania tego, czym jest i co mówi o niej Kościół, biskup Rzymu zwraca uwagę na funkcjonalizm i klerykalizm. To ostanie sformułowanie pozostało niezrozumiane przez część polskich katolików. Dla papieża to właśnie klerykalizm odpowiada za „brak dojrzałości i chrześcijańskiej wolności u świeckich”.
Jeśli chodzi o zastępowanie Dobrej Nowiny ideologią, papież wymienia cztery pokusy: redukcjonizm socjologiczny (interpretowanie Ewangelii w duchu nauk społecznych, czy to liberalizmu, czy marksizmu), psychologizm (ukazywanie relacji z Jezusem jako sposobu budowy samoświadomości, prowadzące do skoncentrowania się na sobie), gnostycyzm (charakterystyczny, jak określa to papież, dla „oświeceniowych” katolików, zajętych swoją elitarną wiarą) oraz pelagianizm (szukający rozwiązań problemów Kościoła poprzez odbudowę przestarzałych i pozbawionych dziś celu form). Z kolei zagrożenie funkcjonalizmem wynika z próby opisywania Kościoła poprzez kryteria skuteczność, co może prowadzić do zredukowania Kościoła do rodzaju organizacji pozarządowej czy przedsiębiorstwa (jest to wątek często poruszany w papieskim nauczaniu).
W ostatniej części przemówienia, papież przedstawia wytyczne dla działalności duszpasterskiej.
Po pierwsze, papież mówi o konieczności skupienia się na dniu dzisiejszym: „Każdy utopijny (ukierunkowany na przyszłość) lub restoracjonistyczny (ukierunkowany na przeszłość) impuls jest niezdrowy duchowo. Bóg jest rzeczywistością i objawia się „dzisiaj””. Wzywa jednocześnie by Kościół wychodził na peryferia teraźniejszości, na peryferia egzystencji. Do tych uczniów – jak wskazywał biskup brazylijskim – którzy uciekają z Jerozolimy.
Po drugie, przypomina o konieczności odrzucenia pokusy przebudowy Kościoła na wzór przedsiębiorstwa, oparciu się na efektywności jako głównym kryterium, zatraceniu wymiaru duchowego: „Kościół przestaje być oblubienicą a staje się administratorem, przestaje być sługą a staje się inspektorem. Aparecida chce Kościoła-matki, oblubienicy i sługi, ułatwiającego a nie nadzorującego wiarę”.
Trzecia wskazówka zawarta w przemówieniu do CELAM odnosi się do dwóch wymiarów duszpasterstwa: bliskości i możliwości spotkania. Papież opowiada się przeciwko duszpasterstwu „zasad, regulaminów i procedur”, proponując w zamian „bliskość, delikatność i ciepło” jako podstawę życia kościelnego.
Wreszcie, po czwarte, Franciszek bardzo wyraźnie mówi o roli biskupa. Słowa z Rio są powtórzeniem i wzmocnieniem wcześniejszego przemówienia skierowanego do watykańskich dyplomatów:
„Biskupi muszą być pasterzami, bliskimi ludziom, ojcami i braćmi, łagodnymi, cierpliwymi i miłosiernymi. Ludźmi miłującymi ubóstwo, zarówno wewnętrzne jako wolność przed Panem, jak i zewnętrzne jako prostotę i skromność życia. Ludźmi, którzy nie myślą i nie zachowują się jak książęta. Ludźmi, którzy nie są ambitni, ale są poślubieni jednemu kościołowi bez zwracania uwagi na inne rzeczy. (…) Biskup jest wśród ludzi na trzy sposoby: przed nimi, wskazując drogę; pośród nich, trzymając ich razem i chroniąc przed rozpierzchnięciem; za nimi, zapewniając by nikt nie pozostał z tyłu, ale też, przede wszystkim, by stado samo mogło wywęszyć nowe ścieżki”.
Marcin Komosa

czwartek, 23 maja 2013

Papież: nie tylko katolik czyni dobro

Papież Franciszek skrytykował postawę tych, którzy uważają, że tylko katolik może czynić dobro. W homilii podczas porannej mszy w środę w Watykanie papież powiedział, że nie można wznosić "murów" wobec niewierzących, bo to prowadzi do wojen.
W czasie mszy w watykańskim Domu świętej Marty Franciszek przywołał fragment Ewangelii o tym, że niektórzy uczniowie Jezusa uważali, iż ktoś spoza ich grupy nie może czynić dobra.
- Mówili: "jeśli nie jest jednym z nas, nie może czynić dobra". Ci uczniowie byli trochę nietolerancyjni, zamknięci w przekonaniu o tym, że wszyscy ci, którzy nie mają dostępu do prawdy, nie mogą nieść dobra - powiedział Franciszek, cytowany przez Radio Watykańskie.
Taka postawa jego zdaniem jest błędna. Papież wskazał, że nakaz czynienia dobra dotyczy wszystkich ludzi i jest "drogą prowadzącą do pokoju".
- Niektórzy mówią: "ale ojcze, on nie jest katolikiem, nie może czynić dobra". Ależ może. Musi, nie może, lecz musi - powiedział.
Następnie Franciszek ocenił: - Takie zamknięcie w myśleniu, że nie można czynić dobra będąc kimś z zewnątrz, to mur, który prowadzi do wojen i do tego, że niektórzy w przeszłości mieli pomysły, by zabijać w imię Boga.
- To jest bluźnierstwo - oświadczył.
Papież mówił o potrzebie dialogu także z ateistami. - Kiedy słyszę: "ale ja nie wierzę, ojcze, jestem ateistą", odpowiadam: "czynisz dobro i to nas łączy" - dodał papież.
http://fakty.interia.pl/swiat/news-papiez-nie-mozna-myslec-ze-tylko-katolik-czyni-dobro,nId,971757

Papież: dziki kapitalizm wpił logikę zysku za wszelką cenę


Papież Franciszek powiedział podczas wizyty w przytułku dla ubogich, położonym na terenie Watykanu, że "dziki kapitalizm wpoił logikę zysku za wszelką cenę". - Dać, aby otrzymać, to wyzysk, który nie zważa na osobę - powiedział papież.
- Rezultaty tego widzimy w kryzysie, jaki teraz przeżywamy - mówił Franciszek w przytułku zwanym Darem Maryi.
Podczas wizyty z okazji 25. rocznicy jego otwarcia przez błogosławionych Jana Pawła II i Matkę Teresę z Kalkuty papież mówił o potrzebie „przywrócenia sensu dawaniu, bezinteresowności i solidarności”.
- Ten dom jest miejscem, które uczy miłości, jest szkołą miłości, która uczy wychodzić naprzeciw każdemu człowiekowi nie dla zysku, lecz z miłości - dodał papież.
Wyznał następnie: "Chciałbym, aby seminarzyści z całego świata przyjechali tu, by bezpośrednio doświadczyć tego, czym jest służba”". Wyraził przekonanie, że w takim miejscu przyszli księża najlepiej mogą zapoznać się z "niezbędnym aspektem misji Kościoła" i uczynić z niego "skarb swej posługi".
W spotkaniu z papieżem uczestniczyli podopieczni przytułku oraz prowadzące go siostry ze zgromadzenia Misjonarek Miłości założonego przez Matkę Teresę.
Wydają one posiłki, udzielają gościny bezdomnym kobietom i dziewczętom oraz niosą pomoc rodzinom.
http://wiadomosci.onet.pl/swiat/papiez-dziki-kapitalizm-wpoil-logike-zysku-za-wsze,1,5522435,wiadomosc.html

Przedstawiciele ruchów kościelnych na spotkaniu z papieżem


Około 200 tysięcy osób z ruchów kościelnych z całego świata uczestniczyło w czuwaniu modlitewnym z papieżem Franciszkiem w sobotę na placu Świętego Piotra. W przemówieniu papież mówił, że brak etyki w życiu publicznym i politycznym wyrządza krzywdę ludzkości.
Na czuwanie przybyli wierni z wielu nawet najodleglejszych krajów włącznie z Nową Zelandią. Przyjechali reprezentanci Akcji Katolickiej, Ruchu Focolari, Neokatechumenatu, rzymskiej Wspólnoty Świętego Idziego, skautów i wielu innych organizacji oraz ruchów świeckich. Ich przedstawiciele zadawali Franciszkowi pytania.

Papież pytany o to, jak zdobył pewność wiary, odparł: "W mojej rodzinie żyło się wiarą w sposób konkretny i prosty". Opowiadał o swojej babci, która - jak dodał - przekazała mu "pierwszą chrześcijańską nowinę".
Franciszek podkreślił, że szczególnym dniem w jego życiu był 21 września 1953 roku, gdy miał 17 lat. Wtedy poczuł potrzebę, by się wyspowiadać przed nieznajomym księdzem.
- Po tej spowiedzi poczułem, że coś się zmieniło, i postanowiłem zostać księdzem - wspominał.
Odpowiadając na pytanie, jak skutecznie przekazywać wiarę, Franciszek wymienił trzy słowa klucze: "Jezus, modlitwa, świadectwo".
Zwracając się do wiernych powiedział: "Muszę was trochę upomnieć. Krzyczeliście tu na placu wszyscy: Franciszek, papież Franciszek. A gdzie jest Jezus? Dlaczego nie krzyczycie Jezus+".
"Od tej pory - żaden Franciszek, krzyczcie: Jezus" - poprosił papież.
Następne pytanie dotyczyło tego, jak w życiu codziennym ruchy kościelne mogą realizować pragnienie papieża, który zaraz po wyborze mówił, że chciałby "Kościoła ubogiego dla ubogich".
- Kościół to nie ruch polityczny czy dobrze zorganizowana struktura, Kościół nie jest organizacją pozarządową. Gdy się nią staje, traci sól - mówił Franciszek.
Wyraził przekonanie, że obecnie panuje głęboki "kryzys człowieka, który go niszczy".
- W życiu publicznym, politycznym, gdy nie ma etyki, wszystko jest możliwe, wszystko można zrobić. Widzimy, czytamy w gazetach, jak wielką krzywdę całej ludzkości wyrządza brak etyki w życiu publicznym - mówił.
Franciszek zwrócił uwagę na potrzebę zmiany mentalności.
- Kiedy w przeszłości runęła wieża, była to tragedia narodowa, karano robotnika, bo cegły były cenne. Ale jeśli spadał robotnik, nic się nie działo - mówił papież, którego zdaniem obecnie, w dobie kryzysu, sytuacja jest podobna.
- Gdy upadają fundusze inwestycyjne, banki, to wtedy jest tragedia. Jeśli rodziny cierpią, nie mają co jeść, to nic nie szkodzi. Oto nasz dzisiejszy kryzys. Kościół ubogi, dla ubogich idzie pod prąd tej mentalności - podkreślił Franciszek w wielokrotnie oklaskiwanym przemówieniu.
Mówiąc o tym, jaki powinien być Kościół, przyznał: "Wolę znacznie bardziej Kościół, który doświadcza wypadków, niż chory z powodu zamknięcia". - Nie dla Kościoła zamkniętego, trzeba wychodzić na peryferia - wzywał.
- Musimy robić to, co robił Jezus, wychodzić innym na spotkanie, tworzyć kulturę dialog" - przypomniał.
- Dzisiaj wiadomością nie jest znalezienie bezdomnego, który zmarł z zimna. Nie jest wiadomością to, że dzieci nie mają co jeść. Nie możemy być chrześcijanami zbyt wykształconymi, którzy mówią o teologii, musimy być odważnymi chrześcijanami - powiedział papież.
Oświadczył też, że bieda nie może być dla chrześcijan "kategorią socjologiczną czy filozoficzną".
"Kościół ubogi dla ubogich to znaczy - mówił papież - zrozumieć, czym jest ubóstwo".
Wierni entuzjastycznie powitali papieża, który pół godziny przed rozpoczęciem czuwania objeżdżał plac w papamobile. By przywitać się z pielgrzymami, którzy masowo przybyli na spotkanie, papież opuścił samochodem plac i wjechał w aleję prowadzącą do Watykanu, gdzie również zebrały się tłumy ludzi.
http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-200-tys-przedstawicieli-ruchow-koscielnych-na-spotkaniu-z-pa,nId,970511

Źle kończy biskup, który podąża za pieniędzmi


Papież Franciszek powiedział w środę, że biskupi i księża nie są nimi sami dla siebie, lecz muszą służyć ludziom. Dodał, że "źle kończy" ksiądz czy biskup, który podąża za pieniędzmi. Słowa papieża z mszy w Domu świętej Marty przytoczyło Radio Watykańskie.
W kazaniu w czasie porannej mszy w watykańskim hotelu, gdzie papież mieszka od swego wyboru, mówił on: "Biskup nie jest nim sam dla siebie, ale dla ludu, a ksiądz nie jest dla siebie, ale dla ludu, na jego służbie, by wzrastał, by pasł swoje stado, by bronić go przed wilkami".

- Kiedy ksiądz, biskup podąża za pieniędzmi, lud go nie kocha i to jest znak. Ale on sam też źle kończy - dodał Franciszek. Przestrzegał przed pokusą bogactwa, które "może stać się skąpstwem i próżnością".
Papież stwierdził też, że święty Paweł "nie miał konta w banku, pracował".
- Gdy biskup, ksiądz podąża drogą próżności, wybiera ducha karierowiczostwa i wyrządza dużo zła Kościołowi, ośmiesza się, przechwala się, lubi się pokazywać, jaki jest jest wpływowy, a lud takiego nie kocha - powiedział Franciszek.
Następnie poprosił: "Módlcie się za nas, byśmy byli pokorni, skromni, na służbie ludu"

poniedziałek, 20 maja 2013

Franciszek o źródłach kryzysu

Franciszek o źródłach kryzysu

Komentarz: Papież Franciszek po raz drugi w maju poruszył w bardzo dobitny sposób kwestie społeczne i gospodarcze. Jego przemówienie wygłoszone w nietypowych (jak zawsze) okolicznościach, w trakcie uroczystości przyjęcia listów uwierzytelniających od ambasadorów z czterech krajów, rozwija myśli zawarte w katechezie z 1 maja. Zaskakujące jest to, że praktycznie całe przemówienie pozbawione jest wątków czysto religijnych, chociaż oczywiście w jasny sposób odwołuje się do nauczania Ewangelii. Papież podkreśla, że władza pieniądza, widoczna w wielu wymiarach, stała się nową tyranią. Franciszek wyraźnie wzywa do powrotu do gospodarki etycznej, do solidarności z ubogimi, do wzmocnienia państw jako odpowiedzialnych za dobro wspólne. Tekst przemówienia nie był do tej pory dostępny w całości w języku polskim, wypada go więc przybliżyć polskim Czytelnikom.

Wasze Ekscelencje,
Cieszę się, że mogę przyjąć Was z okazji przedstawienia listów uwierzytelniających Was jako ambasadorów nadzwyczajnych i pełnomocnych Kirgistanu, Antigui i Barbudy, Luksemburga i Botswany przez Stolicy Apostolskiej. Miłe słowa, które skierowaliście do mnie, i za które serdecznie dziękuję, wskazują, że głowy państw, które reprezentujecie chcą rozwijać stosunki ze Stolicą Apostolską w duchu poszanowania i współpracy. Proszę Was o przekazanie im wyrazów mojej wdzięczności i szacunku, a także zapewnienia o modlitwie za nich i za Waszych współobywateli.
 
Panie i Panowie, gdy spoglądamy na osiągnięcia w różnych dziedzinach to nasza rodzina ludzka znajduje się teraz w swego rodzaju punkcie zwrotnym własnej historii. Możemy jedynie chwalić pozytywne zdobycze przynoszące prawdziwe dobro dla ludzkości w takich dziedzinach jak zdrowie, edukacja i komunikacja. Jednocześnie musimy zauważyć, że większość kobiet i mężczyzn naszych czasów nadal żyje w sytuacji niebezpieczeństwa, niosącej poważne konsekwencje. Pewne patologie i ich psychologiczne skutki narastają, lęk i desperacja ściskają serca wielu ludzi, także w tzw. krajach bogatych; zmniejsza się radość życia; rosną nieprzyzwoitość i przemoc; coraz bardziej widoczna staje się bieda. Ludzie muszą walczyć o przeżycie i to często o przeżycie w uwłaczających warunkach. Sądzę, że jedną z przyczyn tej sytuacji jest nasz stosunek do pieniądza i nasze uznanie dla jego władzy nad nami i naszym społeczeństwem. W konsekwencji, w trakcie kryzysu finansowego, którego doświadczamy, zapominamy, że jego podstawową przyczyną jest głęboki kryzys człowieka, jest zaprzeczenie prymatu osoby. Stworzyliśmy nowe bożki. Kult złotego cielca (Wj 32, 15-34) odnalazł swój nowy i nieludzki wyraz w kulcie pieniądza i dyktaturze ekonomii, której brakuje ludzkiego oblicza i jakiegokolwiek prawdziwie ludzkiego celu.
 
Światowe kryzysy finansowy i ekonomiczny pozwalają dojrzeć te zniekształcenia a przede wszystkim zupełnie niewłaściwą perspektywą ludzką, która redukuje człowieka tylko do jednej z jego potrzeb: do konsumpcji. Co gorsza, ludzie są dzisiaj sami traktowani jako dobra konsumpcyjne, które po zużyciu można wyrzucić. Zaczęliśmy żyć w kulturze wyrzucania. Widać ją na poziomie osób i całych społeczeństw, co więcej: jest ona promowana. W tych warunkach solidarność, która jest skarbem ubogich, jest uznawana za bezproduktywną i sprzeczną z logiką finansów i gospodarki. Podczas gdy dochód mniejszości rośnie w sposób niewyobrażalny, u większości coraz bardziej się wykrusza. Ta nierównowaga wynika z ideologii, które podtrzymują absolutną autonomię rynków i spekulacji finansowych, a przez to odmawiają państwom, które są zobowiązane do dbania o dobro wspólne, kontroli nad nimi.
 
Powstała nowa, niewidoczna a czasami faktyczna tyrania, która jednostronnie i nieodwołalnie narzuca własne prawa i zasady. Co więcej, zadłużenie i kredyty oddalają państwa od ich rzeczywistych gospodarek, a obywateli od ich rzeczywistej siły nabywczej. Dodatkowo, jakby tego było mało, rozszerza się korupcja i samolubne unikanie podatków na skalę ogólnoświatową. Żądza władzy i posiadania stała się nieograniczona.
 
Za tym wszystkim kryje się odrzucenie etyki i odrzucenie Boga. Etyka, podobnie jak solidarność, jest traktowana jako nonsens. Jest uznawana za bezproduktywną: jako coś zbyt ludzkiego, gdyż relatywizuje pieniądze i władzę; jako zagrożenie, bo odrzuca manipulację i przedmiotowe traktowanie ludzi, bo etyka prowadzi do Boga, który nie mieści się w kategoriach rynkowych. Ci finansiści, ekonomiści i politycy uważają, że Bóg jest poza ich kontrolą, więc jest niebezpieczny, gdyż wzywa człowieka do realizacji siebie i do uwolnienia się od każdej formy niewolnictwa.
 
Etyka – oczywiście nie etyka zideologizowana – pozwala, moim zdaniem, tworzyć zrównoważony porządek społeczny, który jest bardziej ludzki. W tym sensie zachęcam ekspertów finansowych i polityków z Waszych krajów do rozważenia słów św. Jana Chryzostoma: „Nie dzielić się własnymi dobrami z ubogimi oznacza rabować ubogich i pozbawiać ich życia. Dobra, które posiadamy nie są nasze, ale są ich” (Kazanie o Łazarzu, 1:6).
 
Drodzy Ambasadorowie, potrzebujemy reformy finansowej zgodnej z etyką, która następnie doprowadzi do reformy gospodarczej niosącej pożytek dla każdego. To jednak wymaga odważnej zmiany postawy przywódców politycznych. Wzywam ich do sprostania temu wyzwaniu z determinacją i dalekowzrocznością, oczywiście, uwzględniając okoliczności, w jakich przyszło im działać. Pieniądz ma służyć, nie rządzić! Papież kocha każdego: bogatego i biednego, ale papież ma obowiązek, w imię Chrystusa, przypomnieć bogatym, by pomagali, szanowali i promowali biednych. Papież wzywa do bezinteresownej solidarności i do powrotu - w świecie finansów i ekonomii – do etyki ukierunkowanej na osobę ludzką.
 
Ze swej strony Kościół zawsze pracuje na rzecz integralnego rozwoju każdej osoby. Dlatego wciąż powtarza, że dobro wspólne nie jest po prostu czymś dodatkowym, jakąś koncepcją gorszej jakości wpychaną do programów politycznych. Kościół zachęca rządzących do tego, by pozostawali prawdziwie w służbie dobra wspólnego tych, którymi rządzą. Kościół wzywa elity finansowe do wzięcia pod uwagę etyki i solidarności. Czy nie mogłyby one zwrócić się ku Bogu jako źródłu inspiracji dla swoich zamiarów? W ten sposób może powstać nowy sposób myślenia o ekonomii i polityce, sposób, który przemieni absolutną rozdzielność sfery gospodarczej i społecznej w zdrową symbiozę.
 
Na koniec, poprzez Was, serdecznie pozdrawiam pasterzy i wiernych wspólnot katolickich w Waszych krajach. Wzywam ich do dalszego odważnego i radosnego świadczenia o wierze i braterskiej miłości tak jak nas nauczał Chrystus. Niech się nie boją wspierać rozwój swoich krajów przez inicjatywy i propozycje inspirowane przez Pismo Święte. W momencie, gdy zaczynacie Waszą misję, drodzy Ambasadorowie, przekazuję Was moje najlepsze życzenia, zapewniając o pomocy Kurii Rzymskiej w wypełnianiu waszych obowiązków. Niech towarzyszy Wam, Waszym rodzinom, a także pracowników ambasad, boże błogosławieństow, którego przyzywam.
(źrodło: http://en.radiovaticana.va/news/2013/05/16/pope:_financial_reform_along_ethical_lines/en1-692694. Tłumaczenie własne z jęz. Angielskiego: Marcin Komosa).

piątek, 10 maja 2013

Z nauczania papieskiego: marzec - maj 2013


Wybór papieża Franciszka wywołał widoczną konsternację zarówno w środowiskach kościelnych, jak i antyklerykalnych. Być może ten swego rodzaju „problem z papieżem” leży u źródła bardzo słabej percepcji nauczania nowego papieża. W przeciwieństwie do swoich poprzedników papież Franciszek swój program duszpasterski przedstawia najlepiej nie poprzez katechezy w czasie audiencji generalnych czy przemówienia przy okazji niedzielnej modlitwy „Anioł Pański”, ale w trakcie codziennych homilii wygłaszanych podczas mszy świętych z ludem w Domu Św. Marty. Po części improwizowane kazania papieskie nie są publikowane. Na watykańskich portalach informacyjnych można znaleźć wyciągi z nich, zawierające najważniejsze (zdaniem biura prasowego Stolicy Apostolskiej) sformułowania.

Sposób w jaki Polacy odczytują nauczanie papieskie był, zwłaszcza w trakcie pontyfikatu Jana Pawła II, przedmiotem licznych polemik i dyskusji. Wydaje się, że w przypadku „dobrego” papieża Franciszka pojawiają się dwa zagrożenia. Po pierwsze, papieża można sprowadzić do powierzchowności "kremówek" (homilia abp J. Michalika, 3 maja br.), co widać już w przypadku części prasy katolickiej, „wyciągającej” z kazań papieża złote myśli. Choć ta groźba zapewne jest mniejsza z uwagi na to, że Franciszek nie przemawia po polsku: polskie wypowiedzi Benedykta XVI cieszyły Polaków, ale nie powodowały, że śledzono jego katechezy. Drugie zagrożenie wynika z nastawienia Kościoła: oni wyraźnie chcą w ten sposób Papieżem walczyć z Kościołem (tamże). Obawa przed postrzeganiem słów Franciszka jako rewolucyjnych (zwłaszcza w kontekście niektórych zachowań i wypowiedzi polskich hierarchów kościelnych), może przyczyniać się do wybiórczego traktowania nauczania papieskiego przez same środowiska kościelne. Dotyczy to także nauczania papieskiego z pierwszych dwóch miesięcy pontyfikatu, które pozostaje bądź nietłumaczone, bądź nieznane szerzej, stąd ważnym zadaniem wydaje się jego propagowanie.

W liście do Konferencji Episkopatu Argentyny z 25 marca br. Franciszek zwraca uwagę na wymiary działania współczesnego Kościoła i zagrożenia dla niego. Pisze: Kościół, który nie wychodzi na zewnątrz, wcześniej czy później zacznie się dusić w stęchłym powietrzu swojej izolatki. Prawdą jest, że wychodząc na zewnątrz może spotkać go to, co grozi każdemu pieszemu: wypadek. W tym momencie podkreślę tysiąckroć bardziej wolę Kościół, który ulega wypadkom od Kościoła chorego. Chorobą Kościoła jest zajmowanie się wyłącznie sobą samym: wpatrywanie się w siebie, pochylanie się nad sobą (...) Jest to rodzaj narcyzmu, który prowadzi do duchowej przyziemności i wyszukanego klerykalizmu. (…) Niech Bóg chroni nasz episkopat od przybierania się błyskotkami światowości, pieniądza i „rynkowego klerykalizmu”. Bardzo wyraźnie papież podkreśla konieczność misyjności Kościoła – zaangażowania się również w sprawy społeczne i odrzucenia kościelnego samozadowolenia. Gest wykonany parę dni później przez papieża: umycie nóg młodocianym więźniom – negatywnie odebrany przez środowiska tradycjonalistów – należy odczytywać właśnie w tym kontekście. Papieskie wyzwanie wydaje się współczesnym uzupełnieniem Aggiornamento Jana XXIII.

1 maja br. w trakcie audiencji generalnej papież poruszył temat pracy: Praca należy do planu miłości Boga; jesteśmy wezwani, by doglądać  i strzec wszystkich dóbr stworzenia, i w ten sposób uczestniczymy w dziele stworzenia! Praca jest elementem o podstawowym znaczeniu dla godności osoby. Praca, by posłużyć się metaforą, «namaszcza»  nas godnością, napełnia nas godnością, upodabnia nas do Boga, który pracował i pracuje. Tekst katechezy zawiera dwie istotne myśli. Po pierwsze dotyka kwestii bezrobocia i kryzysu. Jako ich źródła papież Franciszek wskazuje na niesprawiedliwość społeczną i egoizm: Myślę w tym momencie o trudnościach, jakie w różnych krajach napotyka dziś świat pracy i przedsiębiorczości; myślę o tych, którzy są bezrobotni, i nie tylko o młodych, niejednokrotnie z powodu ekonomistycznej wizji społeczeństwa, w której dąży się do egoistycznego zysku, bez brania pod uwagę sprawiedliwości społecznej (…) Pragnę zachęcić wszystkich do solidarności, a do odpowiedzialnych za sprawy publiczne  skierować wezwanie do czynienia wszelkich wysiłków, by spowodować na nowo wzrost zatrudnienia; znaczy to, że należy troszczyć się o godność osoby. Po drugie – w kontekście wydarzeń w Bangladeszu – papież dobitnie potępia, wynikającą z nastawienia wyłącznie na zysk, współczesną pracę niewolniczą: Ileż osób na całym świecie pada ofiarą tego typu niewolnictwa, w którym  osoba służy pracy, podczas gdy to praca powinna służyć osobom, aby miały godność.

Trzecim istotnym tekstem, który pozwala zrozumieć nam główne myśli nowego pontyfikatu jest przemówienie wygłoszone w dniu 8 maja br. do wyższych przełożonych żeńskich zgromadzeń zakonnych. W komentarzach prasowych zwrócono niewiele uwagi na myśl dotyczącą istoty władzy kościelnej. Papież mówił do osób sprawujących w Kościele posługę związaną z rządzeniem: Zawsze wykonujcie swoją władzę towarzysząc, rozumiejąc, pomagając, kochając i obejmując każdego, szczególnie osoby, które czują się samotne, wykluczone, bezwartościowe (…). Wpatrujemy się w krzyż:  stamtąd wywodzi się wszelka władza w Kościele. Tam, Jedyny, który jest Panem stał się sługą, czyniąc dar z samego siebie.

Wydaje się, że te trzy przesłania są szczególnie istotne u początku pontyfikatu i mogą stanowić wyzwanie dla Kościołów lokalnych: kwestia otwartości i wrażliwości na innych nawet za cenę błędów i potknięć; zastanowienie się nad istotą Kościoła hierarchicznego oraz chrześcijańskiej etyki pracy.
 
Marcin Komosa

(źródło cytatów: www.vatican.va, tłumaczenie własne).